Subiektywny ranking filmów MCU

Zainspirowana wpisem Zwierza Popkulturalnego, postanowiłam stworzyć (nie czytając wpisu, żeby się nie sugerować!) własny ranking filmów Marvel Cinematic Universe. Od razu przestrzegam – zgodnie z tytułem, ranking ten będzie wysoce subiektywny. Za każdym razem będę starała się oczywiście podać swoje powody i wyjaśnienia. Prawdopodobnie też istotny będzie czynnik czasowy – większość nowych filmów będzie wyżej, częściowo dlatego, że po prostu lepiej je pamiętam, a emocje ciągle są świeże. Ale do tego wrócimy na koniec. A na razie – jedziemy z rankingiem. Oczywiście od końca!

Miejsce 17. i ostatnie: Guardians of the Galaxy vol. 2
Chyba jedyny film wypuszczony przez MCU, o którym mogę powiedzieć, że mi się nie podobał. Niby wzięto wiele rzeczy z pierwszej części, ale… w większości nie te, które trzeba, przynajmniej moim zdaniem. Niepotrzebnego przeciągania scen i usilnego staranie się, żeby pobić bodycount z pierwszej części nie uratowały tym razem nawet fajne piosenki. Chociaż dalej chcę gadającego szopa.

Miejsce 16. Iron Man 2
To z kolei jest film, którego… nie pamiętam. Serio, za każdym razem muszę się bardzo głęboko zastanowić nad tym, co w nim było i nawet jeśli sobie w końcu przypomnę, to też jestem daleka od odtworzenia całej fabuły – to są tylko jakieś charakterystyczne elementy, po których odróżnię go od innych części.

Miejsce 15. Doctor Strange
Na ocenę tego filmu na pewno wpływa to, że widziałam go w słabej jakości i rozjeżdżającym się 3D. Ale jednak mam też żal do tego jak zwyczajna i prosta (a w efekcie – nieciekawa) była dla mnie ta historia. Na tym etapie powstawania uniwersum powinna być już wg mnie w jakiś sposób ciekawsza – wymyślony jakiś „haczyk”, a nie tylko zwykłe origin story.
Poza tym mam ciągle żal do tego, że jak się zacznie słuchać samego soundtracku, to znowu brzmi jak Star Trek…

Miejsce 14. Avengers: Age of Ultron
Film przy którym boleśnie nauczyłam się, że nie mogę czytać żadnych opinii o filmie ani nie chcę wiedzieć właściwie nic o nim zanim zacznę go oglądać. Wszelka wiedza z „zewnątrz”, czyli jakiekolwiek analizy, wywiady, opinie, informacje z promocji filmu, listy płac itp. Nauczyłam się, że dużo gorzej mi się film ogląda, patrząc na niego spoza samej historii. Dlatego oglądało mi się go dużo gorzej i moja opinia może być trochę zaniżona. No i na pewno nie będzie obiektywna, bo oglądałam go w opozycji do opinii innych. Był lepszy niż te opinie, ale jednak przegrywa w konfrontacji z innymi filmami.

Miejsce 13. Spidemr-Man: Homecoming
Przede wszystkim mam wrażenie, że byłam całkowicie poza targetem wiekowym tego filmu. Doceniam to, że ma trochę inny klimat, całkiem miło mi się go oglądało, ale właściwie nie wzbudził we mnie żadnych większych emocji – głównie dlatego jest tak nisko na mojej liście.

Miejsce 12. Capitan America: The First Avenger
Tutaj się chyba najbardziej namocowałam i był to tytuł najczęściej zmieniający miejsce na mojej liście. Tak sercem powinien być gdzieś pod koniec pierwszej dziesiątki, ale nagle okazało się, że jest tych filmów po prostu za dużo, żeby się w niej zmieścił. Plusy ma za estetykę lat 40., którą bardzo lubię i postaci, zwłaszcza drugoplanowe (Peggy Carter i Howling Commando!). Minusy za to, że właściwie, jak się nad tym tak głębiej zastanowić, to ta historia jest w sumie bezsensowna i strasznie naiwna. Ale jakby Was ktoś zapytał jaki film należy pooglądać, żeby zrozumieć Avengersów, to TEN. A nie (jak mnie powiedziano), Thora. To taka dobra rada od osoby, która poznawała MCU z lekkim opóźnieniem.

Miejsce 11. Thor: The Dark World
Ten film zwyczajnie lubię, chociaż nie uważam go za jakoś super dobry. Raczej za fragmenty niż za całokształt. Bawi mnie dowcip związany z nieznajomością planu londyńskiego metra, najlepsza na świecie definicja posiadania rodzeństwa oraz fakt, że pierwszy raz widziałam ten film bez napisów (więc nie rozumiałam ani słowa z mowy mrocznych elfów), a i tak zupełnie nic nie straciłam z fabuły. Przy okazji – to właśnie to był dla mnie film, po którym zrozumiałam fenomen postaci Lokiego.

Miejsce 10. Ant-Man
Film na który poszłam absolutnie bez żadnych oczekiwań, a może nawet trochę zmęczona filmami superbohaterskimi i… byłam zaskoczona tym jak dobrze się bawiłam. Poza tym ja zawsze cieszę się na mniejsze filmy, które robią wycieczki w kierunku konkretnych gatunków (w ramach kina superbohaterskiego, które oczywiście samo w sobie jest osobnym gatunkiem). No i lubię dobre heistowe filmy, więc to był dodatkowy plus. Plusem była też rola Evangeline Lily, która idealnie pasuje mi na Wasp, co jest miłą odmianą po jej roli w Hobbicie, o której dalej sama nie wiem co sądzę. Także film dostaje tak wysokie miejsce głównie ze względu na emocje jakie we mnie wzbudził. I nawet chwilowo przymknę oczy na to jak bardzo się wypięli na fizykę (prawo zachowania masy, anyone?!).

Miejsce 9. Thor
To właściwie był dla mnie film, przy którym poczułam, że oglądam uniwersum – widok Hawkeye’a był jedną z najbardziej radosnych dla mnie rzeczy. Dodatkowo jest to film, który (co prawda nieco rykoszetem i z opóźnieniem, ale jednak) udowodnił mi jak dobrym aktorem jest Tom Hiddleston. Plus mam całkiem dobre historie i wewnątrzgrupowe dowcipy z nim związane. I lubię widoczki z pustyni, które uważam za jedne z fajniejszych.

Miejsce 8. Iron Man
Film-początek. Gdyby nie on, to nic by się nie udało. Film bardzo prosty, ale też całkiem dobrze działający, także dla osób które nie znają postaci i niekoniecznie są zainteresowane filmami superbohaterskimi (sprawdziłam!). No i niewątpliwym plusem jest Robert Downey Jr., który tak się wczuł w rolę, że do dziś z niej nie wyszedł.

Miejsce 7. Guardians of the Galaxy
Fajny i zabawny film w kosmosie. Lubię go i cenię za to jak jest inny od tych, które były przed nim. Bawiłam się na nim całkiem dobrze (chociaż nie jestem w nim tak zakochana jak część moich znajomych) i wróciłam się do czasów, kiedy miałam jakieś 5 lat, właśnie widziałam Pocahontas i moim największym marzeniem było mieć na własność szopa. Najlepiej gadającego.

Miejsce 6. Thor: Ragnarok
Idealna kontynuacja Strażników Galaktyki. Film wspaniale kolorowy, zabawny i zaskakujący. Nie sądziłam, że filmy o Thorze mogą wyglądać w ten sposób. O ile pierwsza część Thora jest filmem Hiddlestona, o tyle trzecia jest zdecydowanie filmem Hemswortha. No i nasz kochany reżyser oraz jego postać Korga też zasługują na honorową wzmiankę. Cóż mogę powiedzieć więcej – po prostu film, który robi dobrą robotę w kwestii poprawiania nastroju i przedefiniowania dobrze znanej postaci.

Miejsce 5. Iron Man 3
To też bardzo subiektywny wybór – lubię ten film głównie ze względu na dobre wspomnienia (to chyba pierwszy film z tego uniwersum, jaki widziałam w kinie z ekipą znajomych) i na skrzywienie zawodowe, związane z przedstawianiem PTSD i świetne, konsekwentne pisanie postaci Iron Mana. Jeśli ktoś chce poczytać więcej, to zapraszam tutaj.

Miejsce 4. Avengers
Właściwie film-ikona, który tak naprawdę pokazał wszystkim, że można faktycznie połączyć dużą ilość bohaterów. Tzn. dużą jak na moment, kiedy film wychodził, teraz jest to nieporównywalne. W każdym razie dla mnie to jest film, od którego rozpoczęłam swoją przygodę z MCU i zainteresował mnie na tyle, żebym nadrobiła wszystko inne. A w dodatku wciąż jest na tyle fajny, że dobrze mi się go ogląda. Cenię go też za najlepszą jaką na razie słyszałam wymyśloną nazwę oddziaływania psychologicznego, czyli rekalibrację poznawczą.

Miejsce 3. Captain America: Winter Soldier
Bardzo cenię ten film za inne podejście. Już przy Ant-Manie wspominałam, że lubię filmy nawiązujące do konkretnych gatunków. A że lubię też filmy szpiegowskie w ogóle, to stanowczo podobał mi się też ten. Uważam, że jest doskonale skonstruowany właśnie pod kątem filmu gatunkowego, a poza tym świetnie rozwija właściwie wszystkie postaci, dodając im głębi i kolorytu.

Miejsce 2. Black Panther
Chyba wszyscy, którzy od czasu do czasu tu wpadają, spodziewali się, że ten film będzie wysoko. Czekałam na niego bardzo, pisałam o nim i przed i po tym jak wyszedł. Uważam, że jest super i mam do niego całkowicie subiektywny, emocjonalny i radosny stosunek związany z miłością do Afryki i mnóstwem fajnych smaczków, które się tam pokazane. A poza tym soundtrack jest fenomenalny – zarówno przez odniesienia do Afryki, wykorzystanie instrumentów plemiennych, jak i przez odniesienia do innych soundtracków superbohaterskich.

Miejsce 1. Captain America: Civil War
Film, który uważam za najlepszy, głównie ze względu na to, jak został poprowadzony pod kątem emocjonalnym – zarówno jeśli chodzi o emocje bohaterów, jak i sterowanie emocjami widza. Lubię go też za to, że nie daje jednoznacznych odpowiedzi i nie opowiada się po żadnej ze stron. Cenię go też za nienajgorszą muzykę – choć ciągle nie wiem czy to nie jest kwestia emocji związanych z filmem. Zresztą – pisałam o tym wszystkim – zapraszam tutaj.

 

O rany, dopóki nie zaczęłam robić takiej listy, to nie zdawałam sobie sprawy z tego, że aż tak dużo tych filmów było. I tak, zdaję sobie sprawę, że nie wrzuciłam nigdzie The Icredible Hulk, ale ten film ma w mojej głowie osobną przegródkę, bo nie zgadza się w nim obsada z resztą MCU. Wiem, że formalnie powinien się na tej liście znaleźć, ale to moja lista, a mnie on do tego zestawienia nie pasuje, bo nie potrafię go porządnie porównać z resztą, w której jest inny (moim zdaniem dużo lepszy pod kątem castingu) Bruce Banner.
Wiem też, że używałam anglojęzycznych tytułów, ale w wielu przypadkach tak się przyzwyczaiłam i nawet nie wiem jakie są polskie, więc stwierdziłam że już ujednolicę wszystko do angielskiego.

I właściwie to tyle ode mnie – po prostu ranking i wyjaśnienia moich typów. A jak wyglądałaby Wasza lista? Coś by się zmieniło? A może coś zaskoczyło Was w mojej kolejności? Podyskutujmy!

One thought on “Subiektywny ranking filmów MCU

  1. Jak Ty z Człowiekiem Mrówką, ja miałam ze Spidermanem :) Może nawet nie poszłabym na Homecoming do kina, gdyby nie to, że miałam dwie godziny czekania na kogoś w galerii handlowej. I dostałam moim zdaniem najlepszego Spidermana ever, ten film przypomniał mi klimatem moją ulubioną czwartą część Harry’ego Pottera, gdzie równie ważne jak walka z czarnym charakterem jest to, czy dziewczyna da się zaprosić na bal. Z tego wszystkiego zapomniałam już, że kilkanaście lat temu miałam nad biurkiem plakat z Tobeyem Maguire’em ;)

    A wczoraj po raz pierwszy (no wiem, wstyd ;)) obejrzałam The Incredible Hulka i chociaż bardzo lubię Marka Ruffalo, to ciekawa jestem, jak Norton wypadłby w konfrontacji z pozostałymi Avengersami i żal mi, że już nie da się tego sprawdzić. O ile sam film momentami zalatywał nudą, to Edward Norton z tym cierpieniem wypisanym na twarzy bardzo mi się podobał ;) Chociaż zdaję sobie sprawę, że bardziej pasowałby do weterana pierwszej wojny światowej z traumą okopów niż superbohatera ;)

Leave your comment