PTSD, czyli dlaczego Civil War jest winą Bannera

Oczywiście trochę przesadzam. Ale tylko trochę. Oczywiście postaram się poniżej wytłumaczyć dlaczego. Zanim zacznie się na dobre omawianie Civil War na dziesiątą stronę chciałabym się skupić na Iron Manie i na tym jak bardzo logicznie rozwija się jego podejście do świata.

PTSD czyli Post Traumatic Stress Disorder, po polsku – zespół stresu pourazowego. Zaburzenie o tyle często, co mylnie opisywane. Kojarzy się większości osób głównie z czymś, czego doświadczają wracający z wojny żołnierze. I słusznie – to była pierwsza sytuacja, w której zaczęto to zaburzenie badać. Może to jednak być nieco mylące, ponieważ wojna absolutnie nie jest jedynym miejscem, gdzie można się PTSD nabawić.
W największym skrócie i w pewnym uproszczeniu – PTSD może być (choć oczywiście nie musi) skutkiem każdej tzw. sytuacji granicznej. Cóż to takiego? To moment, w którym uświadamiamy sobie dogłębnie własną śmiertelność. Może to być (i najczęściej jest) sytuacja bezpośredniego zagrożenia życia – naszego lub naszych bliskich; czyjaś gwałtowna śmierć (np. w wypadku), której byliśmy świadkiem; śmiertelna choroba – nasza lub kogoś bliskiego… przykłady można mnożyć. Mówiąc krótko – sytuacja taka zmusza nas do całkowitego przewartościowania naszego życia, wyrywa z przekonania o tym, że świat jest przyjazny i bezpieczny, a tragedie przydarzają się innym (które to przekonania, przynajmniej automatycznie, posiadamy wszyscy, bo inaczej ciężko byłoby nam funkcjonować na co dzień).
Oczywiście PTSD nie zdarza się automatycznie każdemu, kto takiej sytuacji doświadczy. Istnieje – jak zawsze, gdy mówimy o ludziach – wiele różnych reakcji, zależnych od czasu i osoby oraz przejawianych w różnym nasileniu.

A teraz dochodzimy do pytania, które zapewne wszyscy macie w głowach – gdzie w tym wszystkim Iron Man i po co ja to tak dokładnie tłumaczę. Otóż Tony Stark jest jednym z najlepszych bohaterów fikcyjnych, na których można to zaburzenie tłumaczyć. Jego rozstaw reakcji jest chyba najszerszy z możliwych – od najbardziej pozytywnych, do najostrzejszych i najgroźniejszych. Widać też jak zmienia się (w obu przypadkach) jego myślenie w perspektywie długoterminowej.

Tak, tak – w obu przypadkach. Tony Stark doświadcza bowiem dwóch sytuacji granicznych, a na każdą z nich reaguje inaczej. Po kolei.

Pierwsza z nich wydarza się oczywiście w pierwszym filmie o tym bohaterze i jest to – jak łatwo się domyślić – bomba własnej produkcji, która niemalże pozbawia bo życia i w dodatku pozostawia odłamki, które wciąż grożą śmiercią, bo mogą dostać się do serca. Tony radzi sobie z tą – tragicznie i wciąż zagrażają przecież – sytuacją doskonale. Zaprzega do pracy cały swój geniusz i wiedzę techniczną, konstruuje urządzenie utrzymujące go przy życiu i znajduje sposób, w jaki może bo wykorzystać. Dodatkowo po powrocie całkowicie zmienia swoje życie, przestając zajmować się produkcją broni (a właściwie przebranżowiając swoją firmę) i zostając superbohaterem. Bynajmniej nie jest to niemożliwe – jest to piękny przykład tzw. wzrostu potraumatycznego, objawiajacego się właśnie wspomnianym przewartościowaniem życia, zmianą zajęcia na bardziej znaczące i używaniem swoich zdolności i możliwości aby pomagać innym.

Warto zwrócić też uwagę (to będzie ważne też później), co Tony wykorzystał, aby dojść do siebie. Były to tzw. zasoby własne – inteligencja, zdolności techniczno-inżynierskie. Mimo, że wiele jego złudzeń – do świata, bezpieczeństwa jakie mu przysługuje, tego jak wykorzystywana jest technologia, którą tworzy – legło w gruzach, poradził sobie z tym, właściwie sam. Zbudował więc sobie nowe przekonanie o tym, że może i świat nie jest tak bezpieczny, jak mu się wcześniej wydawało, ale właściwie to nie ma takiego zagrożenia, z którym – za pomocą swojej inteligencji i odpowiednio zaprojektowanych rozwiązań technologicznych – nie mógłby sobie poradzić. W końcu jest Iron Manem.

Druga sytuacja graniczna to film Avengers, a właściwie jego końcówka, czyli sytuacja wymagająca wlotu do przejścia między wymiarami razem z bombą atomową. Jeśli to nie jest bezpośrednie zagrożenie życia, to nie wiem co jest… Skutki tego wydarzenia widzimy dopiero w trzeciej części solowych przygód Iron Mana. Cały ten film właściwie pokazuje nam objawy PTSD Tony’ego i to objawy bardz ostre. Tak naprawdę już po kilkunastu minutach tego filmu Tony powinien być przymusowo hospitalizowany,

ponieważ stanowi realne zagrożenie dla zdrowia i życia – zarówno swojego, jak i innych (na litość, zaczyna dusić Pepper!). Już trailer doskonale pokazuje nam jaki problem często mają takie osoby – na pierwszy rzut oka ich życie jest idealne, mają wreszcie to, czego chciały… dlaczego więc nie potrafią się tym cieszyć i żyć normalnie?

Poza rzeczami widocznymi w trailerze sam w sobie film pokazuje też inne objawy, takie jak koszmary, trudności w zorientowaniu się co do sytuacji, w jakiej się znajdujemy czy ostre ataki paniki. Tutaj sytuacji zaradza dziecko, odbudowując częściowo wiarę Tony’ego w to, co robi. Ale – jak zapewne pamiętacie – to mu nie wystarczy. Na koniec filmu widzimy, że szuka pomocy (i to profesjonalnej – powiedzmy. Brawo, Tony!). Stąd moje stwierdzenie z tytułu – gdyby ta pomoc była prawdziwe profesjonalna (czytaj – Tony posłuchałby, co Bruce Banner usiłuje mu powiedzieć i udałby się do odpowiedniego lekarza; mogę dostarczyć listę chętnych, która spontanicznie powstała po wyjściu z kina, większość tych osób jest doskonale wykwalifikowanych aby jej udzielić), a przynajmniej gdyby Bruce nie zasnął i faktycznie wysłuchał problemów przedstawianych przez Iron Mana – rozwinięcie się sytuacji w kierunku nadchodzącej Civil War byłoby dużo mniej prawdopodobne.

Dlaczego? Już się tłumaczę z tego stwierdzenia, tym razem na podstawie filmu Avengers 2. Tony Stark bowiem stara się rozwiązać swój problem z brakiem poczucia bezpieczeństwa w świecie (w którym nagle pojawili się kosmici i wojny międzywymiarowe, a także technologie i rasy wyprzedzające nas w zaawansowaniu nie o kilkadziesiąt lat – bo z tym by sobie prawdopodobnie poradził, ale o kilkaset lub nawet kilka tysięcy lat), dokładnie tak samo, jak poprzednio – poprzez użycie własnej inteligencji oraz rozwijanie nowych technologii, które pomogą najpierw wykryć nowe zagrożenia, a później z nimi skutecznie walczyć. Właśnie dlatego powstał Ultron i armia robotów – z wiary w to, że technologia może pomóc pokonać zagrożenia, których nawet jeszcze nie znamy i nie dostrzegamy (nawet pomimo bycia geniuszem). Logiczną konsekwencją tego, że chcemy aby technologia broniła nas przed wszystkim (nawet przed nią samą), jest konieczność coraz lepszego wykrywania i przewidywania zagrożeń. Z tego wynika konieczność gromadzenia coraz większej ilości informacji i coraz większej kontroli. Wszystkiego – superbohaterów też. A czy właśnie nie na tym polega podstawowy konflikt w Civil War?

Podsumowując, rozwój tej postaci przez całą serię filmów Marvela jest niesamowicie logiczny i prowadzi właśnie do filmu, który przed nami, czyli do Civil War. Przy okazji dobrze pokazuje różne możliwości reakcji tej na traumę – nawet w odniesieniu do tej samej osoby. Od reakcji pozytywnej, czyli wzrostu potraumatycznego, po ostre PTSD, przez wyciszone i przedłużone w czasie efekty tego drugiego. Fajnie widać też, jak często możliwe jest, że stosowanie tych samych strategii radzenia sobie może być bardzo złudne i – nawet w odniesieniu do tej samej osoby – przynieść skutki zupełnie odwrotne od zamierzonych. W tym wypadku spowodować, że mamy bohatera, który się boi.

3 thoughts on “PTSD, czyli dlaczego Civil War jest winą Bannera

  1. Mam PTSD. Czytam to i czytam i…nie wiem co czytam. Po prostu nie rozumiem sensu. Więc skoro ja mam PTSD i nie rozumiem czym według Ciebie jest PTSD, to inni też nie zrozumieją. To schorzenie to jedno z zaburzeń lękowych -powstaje po traumatycznym zdarzeniu, którego się nie spodziewaliśmy. KAŻDY po traumatycznym zdarzeniu ma objawy PTSD, jednak powinny ustąpić po około 3 miesiącach. Jeśli się tak nie dzieje, wtedy możemy mówić o zaburzeniu. Ja zaczęłam się z niego leczyć dopiero po 5 latach, w tym czasie mój układ nerwowy i mózg fizycznie bardzo się zmienił i to dlatego zaczęłam postrzegać świat jako miejsce niebezpieczne. Lęk i ataki paniki się uogólniają, na początku dotyczą konkretnych rzeczy związanych z traumatycznym zdarzeniem, później mogą dotyczyć nawet wyjścia do sklepu po ziemniaki. Problemy ze snem i koszmary to tylko jeden z wielu objawów. Ważniejszym moim zdaniem jest wydzielanie stałej dawki adrenaliny -nasz organizm ciągle ją wytwarza ponieważ ciągle wydaje mu się, że jest w stanie zagrożenia. Gdybyśmy np szli lasem i nagle spotkali niedźwiedzia naszą reakcją byłoby zapewne „fight or flight” -„walcz albo uciekaj”. Osoby z PTSD stale spotykają niedźwiedzia, nieprzerwanie są w stanie „fight or flight”, jedynie naprzemiennie ich używają, na dodatek nieświadomie. Możemy mieć reakcje typowo agresywne lub unikające, możemy wydrzeć na Ciebie mordę albo zamknąć się w sobie i zacząć płakać. Ewentualnie dostać ataku paniki. PTSD to ciągła walka, ból, lęk i niemożność robienia zupełnie zwyczajnych (dla innych ludzi) rzeczy. I choć podoba mi się ujęcie PTSD jako supermocy, bo ja sama często się śmieje, że ma to swoje dobre strony -np. dzięki temu że jesteśmy stale narażeni na niebezpieczeństwo, mamy wszystko idealnie opracowane i rzadko jaka sytuacja w życiu nas zaskoczy, bo na wszystko mamy plan działania „na wszelki wypadek” i jesteśmy moooocno empatyczni i neurotyczni- to jednak nie do końca rozumiem wsadzenie tego wątku w filmie.

    1. O powody umieszczenia takiego, a nie innego wątku w filmie (i w dodatku w taki, a nie inny sposób) trzeba byłoby zapytać jego twórców, ja mogę tylko spekulować. Tym niemniej wydaje mi się, że chodziło o pewną linię rozwoju postaci, opartą na tym jak radzi sobie z traumą – i pod tym kątem starałam się to przedstawić powyżej.
      Dzięki za bardzo dokładny i ciekawy komentarz z opisem poniekąd z drugiej strony problemu! :)
      Jak najbardziej zgadzam się też z tym, że strach sam w sobie można uznać za supermoc – niewątpliwie pomaga nam w życiu. Przy PTSD byłabym jednak ostrożniejsza, bo – zależnie od jego czasu trwania i nasilenia – może pomagać, a może bardzo przeszkadzać.

      1. Z tym się zgodzę, bo tak naprawdę niewiele jest sytuacji w której PTSD pomaga, tym bardziej na dłuższą metę :) ta choroba jest jednak bardzo ciężka i tym bardziej ciężko z niej wyjść bo terapia wymaga straaasznie dużo siły i zaparcia. Ostatnio się na przykład dowiedziałam, że bardzo wiele pacjentów rezygnuje z terapii bo nie są w stanie przez nią przejść, to strasznie przykre :(

Leave your comment