Dlaczego Harley Quinn nie powinna istnieć

I wcale nie chodzi o to, że jakoś szczególnie tej postaci nie lubię. Po prostu – w świecie niemalże magicznych substancji i treningów pozwalających zyskać supermoce to ona jest najmniej prawdopodobną postacią.

Stęskniliście się za postami pisanymi na podstawie wiedzy psychologicznej? To dzisiaj do nich wrócimy. Chociaż nie będę analizować Harley, o nie. Opowiem Wam jak bardzo złe jest szkolenie psychoterapeutów w tym uniwersum…

Zacznijmy od tego, że będę odnosić się do kreskówki, która dość ładnie pokazuje origin story tej postaci, a mianowicie do odcinka „Mad Love” z serii „The New Batman Advertures”. Jest to odcinek, w którym Harley wspomina ciąg wydarzeń, który doprowadził ją do miejsca, w którym się znajduje, czyli do pomagania Jokerowi i bycia jego dziewczyną (powiedzmy).

Historia zaczyna się w momencie, kiedy Harleen Quinzel pojawia się w Arkham jako stażystka. Witana jest przez dr Leiland i tłumaczy jej (zaskoczonej, że ktoś chciał odbywać staż w Arkham), że praca z tak znanymi i „skrajnymi” osobami jest ciekawsza i bardziej wypełniona wyzwaniami. Dr Leiland ostrzega ją, żeby nawet nie myślała o napisaniu na tej podstawie książki i żeby pamiętała, że ma do czynienia z przypadkami ciężkiej psychozy (co jest nie do końca prawdą, ale to temat na inne rozważania), przy których prawdopodobnie nic nie ugra. A później wydarza się to:

Wiecie jak to się nazywa? Przeciwprzeniesienie. Tak bardzo dokładnie pokazane, że to chyba jeden z najbardziej dosłownych przykładów. Czym jest przeciwprzeniesienie? Jest jednym z najbardziej klasycznych i najszerzej zbadanych mechanizmów działających w trakcie terapii psychoanalitycznej, polegającym – w największym skrócie i uproszczeniu – na pojawieniu się ciepłych uczuć terapeuty w stosunku do pacjenta, czasem tak silnych, że zakrawają na zakochanie. Jest to naturalna odpowiedź i dopełnienie mechanizmu przeniesienia, które polega na ciepłych uczuciach pacjenta do terapeuty (który często jest pierwszą osobą w życiu, która o tego pacjenta naprawdę dba). Mówiąc krótko – w toku terapii pojawia się przeniesienie, czyli pacjent zaczyna zakochiwać się w terapeucie; naturalną reakcją jest chęć odpowiedzenia tym samym. I to jest właśnie przeciwprzeniesienie. Robotą terapeuty jest to, żeby nie dopuścić do rozwoju tych uczuć (z żadnej strony) poza dopuszczalny i potrzebny dla terapii poziom.

A teraz po kolei, jakie tutaj mamy błędy i problemy.
Po pierwsze – nie da się właściwie przejść pierwszego semestru studiów psychologicznych, nie słysząc o tych mechanizmach. Kilka razy. Nie da się dojść do czwartego-piątego roku (dopiero wtedy można zacząć jakieś staże), nie znając wyjaśnień tych mechanizmów na pamięć (i – szczerze mówiąc – nie mając ich trochę dość, o ile nie jest się fanem psychoanalizy). Nie wierzę, że można je kiedyś zapomnieć.

Po drugie – nikt nikogo nie wpuści na staż na zamknięty oddział psychiatryczny o podwyższonym rygorze (bo taki mniej więcej byłby odpowiednik Arkham w naszym świecie) „bo chciał” i „bo to jest bardziej ekscytująca praca”. Wejdą tam osoby z odpowiednim przygotowaniem (m.in. wiedzące na czym polega psychopatia, o czym za chwilę). A nawet jeśli już by się tak zdarzyło, nie ma opcji pozostawienia takiej osoby samej z pacjentem. Żadnym. A już na pewno nie z psychopatą. Takie tam podstawowe względy bezpieczeństwa…

Po trzecie – wspomniana psychopatia (tak, Jokera można uznać za psychopatę). Znów – patrząc na nakreśloną powyżej chronologię – jest to osoba znająca psychopatologię. Jeśli jest na takim stażu, powinna mieć dodatkowe przeszkolenie w tym zakresie. A nawet po podstawowym przedmiocie powinno się wiedzieć, że podstawową „zdolnością” psychopaty jest patologiczne kłamanie i niezdolność do uczuć wyższych. Zapewne więc będzie to osoba, która będzie UDAWAĆ przeniesienie, żeby wyciągnąć jak najwięcej dla siebie. Albo dla samej radości kłamania. Reagowanie zgodnie z przeciwprzeniesieniem jest nie tylko nieprofesjonalne, ale też jest skrajną głupotą…

Po czwarte – niestety wygląda, że pani Harley ma jeszcze więcej doświadczenia i nauki za sobą, ponieważ z tego, jak zabiera się za przygotowanie terapii, wygląda jakby to był staż szkoły psychoterapeutycznej, a nie zwykły staż studencki. Więc wszystko, co pisałam powyżej powinno się zwielokrotnić tak mniej więcej razy 3…

Jak widać z powyższego – system musiał by być bardzo dziurawy i musiałoby zajść zbyt dużo zbiegów okoliczności, żeby zaistnienie takiej postaci było możliwe. Bo albo jest złym terapeutą, a wtedy nie trafia do Arkham, a już na pewno nie do pracy z Jokerem; albo jest dobrym terapeutą i wtedy nie daje się złapać na jego sztuczki. Jedno z drugim niestety logicznie się wyklucza…

A wiecie co jest najgorsze w tym wszystkim? Nowy trailer „Suicide Squad” z Comic-Conu. Bo Ta Harley mi się podwójnie nie podoba. Jest… za bardzo. Zbyt teatralna, przerysowana. I jedyna scena, w której ją widzę taką, jaka (przynajmniej dla mnie) być powinna, jest w tym pędzącym samochodzie, z szaloną radością i dzikim, szerokim uśmiechem. Trochę szkoda, jakby ją mieli taką smętną i przesadzoną zrobić. Mimo wszystko…

8 thoughts on “Dlaczego Harley Quinn nie powinna istnieć

  1. Mnie osobiście zastanawia coś innego. Skoro przygotowywała się 3 miesiące (o ile wszystko dobrze zrozumiałam, bo z moim angielskim mogłam coś przeoczyć), jakim cudem nie przewidziała tego, iż ojciec mógł go bić? Dosyć często psychopaci miewali złe dzieciństwo, więc takie coś nie powinno być ani odrobinę dziwne. A już zwłaszcza wtedy, gdy ma się do czynienia z przestępcami najcięższego kalibru, po nich powinna była się spodziewać wszystkiego.

    I jeszcze pytanie do ciebie (tak dobrze to ja się jeszcze na psychologii nie znam :P) Czy w przypadku Harley taka duża przemiana osobowości była możliwa? Przed ucieczką była bardzo spokojna, nawet gdy przebywała z Jokerem. Jak więc udało jej się zmienić tak bardzo? czy może było to jej prawdziwe ,,ja”, które starała się ukrywać bardzo dobrze?

    1. To prawda. Chociaż przy historii Jokera można byłoby „ominąć” ciężkie dzieciństwo. Ale faktycznie masz rację – to jest dość charakterystyczna historia dla osób z podobnymi zaburzeniami.

      Co do przemiany osobowości – ja za mało znam Harley przed zmianą, żeby ocenić, czy to możliwe. Owszem, była bardzo spokojna i opanowana, ale to dotyczyło (przynajmniej z tego, co ja kojarzę, popraw mnie jeśli się mylę) głównie pracy. Poza nią mogła się zachowywać zupełnie inaczej i ta zmiana mogłaby (biorąc pod uwagę inne sytuacje i okoliczności) nie być aż tak drastyczna jak się na pierwszy rzut oka wydaje.

  2. „To prawda. Chociaż przy historii Jokera można byłoby “ominąć” ciężkie dzieciństwo. Ale faktycznie masz rację – to jest dość charakterystyczna historia dla osób z podobnymi zaburzeniami.”

    Sęk w tym, że czort wie, czy faktycznie Jokera ojciec bił. A to dlatego, że w tym samym odcinku – albo którymś kolejnym, nie pamiętam teraz – Batman pyta Harley, jaką Joker sprzedał jej historyjkę i prezentuje dokładnie tę samą, którą facet przedstawił podczas sesji terapeutycznych. Bodaj różniła się drobiazgami, ale szkielet ciężkiego dzieciństwa pozostał ten sam.
    A Harley mogła nie przewidzieć ciężkiego dzieciństwa Jokera, bo przeszłość tegoż występuje w stu tysiącach wariantów. Równie dobrze może być efektem naukowego eksperymentu albo – jak w Killing Joke – ofiarą zetknięcia tkanki mózgowej i paskudnych chemikaliów. Wszelkie przewidywania w przypadku Jokera są więc bezwartościowe ;p

    1. To też prawda (zaczyna się ze mnie robić Tewje Mleczarz…). Trochę o to mi chodziło, gdy pisałam, że można to „ominąć” – tzn. nie jest to konieczne do zaistnienia takiej postaci jak Joker (patrz różne wersje jego historii, wszystkie w miarę prawdopodobne).

  3. Takie typowe szukanie dziury w całym, „kosmici i bogowie z antycznej Grecji spoko, ale że jestę psychologę to nie przeżyję tego, że coś z mojej psychologii jest naciągane”.

    No ale pisząc rzeczowo, można taką dziurę łatwo załatać na kilka sposobów:
    1. opcja- Harley podszywała się pod doktorantkę (ona była doktorantką, a nie stażystką);
    2. opcja- „kupiła” sobie ten tytuł (w USA nauczanie wyższe jest płatne i także sprywatyzowane, odpowiednio bogata osoba może być kim chce), więc „standardy” polskiej psychologii mają się nijak;
    3. opcja, najważniejsza- sama jest chora psychicznie (co jest oficjalne w świecie DC), więc może być pod wpływem swojej manii- to że ma wiedzę o czymś, nie oznacza, że zdaje sobie sprawę, że to ją dotyczy (to ponoć dość częsty mechanizm). Nie jestem fanboyem komiksowym, ale z tego co kojarzę ta wersja jest kanoniczna z uniwersum DC (trzeba pogrzebać, Quinn miała nawet swoje komiksy).

    1. Dla mnie naciągana jest logika jej istnienia – jestem w stanie przyjąć wszelkie rzeczy istniejące w tamtym świecie, a nie istniejące w naszym, ale nie coś, co się logicznie wyklucza.
      Poza tym – tak,oczywiście, że to jest szukanie dziury w całym! ;) Spora część tego bloga tak działa. ;) Co nie znaczy, że nie lubię postaci / filmów / seriali / scenarzystów, o których piszę – wręcz przeciwnie. ;)

      A co do części rzeczowej – właśnie o to mi chodzi, że większość z tych rzeczy nie powinna przejść. ;) Jeszcze najprędzej podszycie się pod kogoś…
      Co do 3. opcji – mechanizm braku świadomości tego, że coś jest ze mną nie tak zdarza się bardzo rzadko i przy właściwie całkowitym braku kontaktu z rzeczywistością. A z Harley aż tak źle nie było…

        1. To nie jest kwestia DC, Marvela czy jakiegokolwiek innego wydawcy, tylko rodzaju postaci jaką jest superbohater/superzłoczyńca. ;)

          Ale m.in. dlatego nie zabieram się raczej za analizowanie komiksów – większość postaci ma w nich tyle wersji, że absolutnie nie ma to sensu, bo wszystko kłóci się ze wszystkim.

Leave your comment