Przewodnik dla kosmitów, czy… dla nas?

Książkę, którą dziś chcę polecić, kupiłam absolutnie przez przypadek.

Na początku sięgnęłam po nią, bo zaciekawił mnie opis na dole (ja zasadniczo dość lubię science-fiction). Później zaczęłam czytać opisy na okładkach i zaciekawiła mnie historia autora, dla którego pisanie książki było rodzajem autoterapii, gdy cierpiał na zaburzenia dotyczące fobii  społecznej. Ten pomysł wydał mi się całkiem ciekawy – historia kosmity, nierozumiejącego w żaden sposób (a nawet jeśli rozumiejącego, to dalej uznającego je za bezsensowne i głupie) reguł społecznych, rządzących życiem na ziemi, jest całkiem dobrą metaforą dla osoby na lęk społeczny cierpiącej. Później po prostu otworzyłam książkę i zaczęłam czytać. I już po kilku stronach wiedziałam, że muszę ją kupić.

Wszystko rozpoczyna się od wstępu – pisanego jeszcze trochę na poważnie, gdzie autor wyjaśnia związek swojego pisania z chorobą. A później zostajemy wrzuceni w fabułę bez żadnego ostrzeżenia. W skrócie – nasz główny bohater jest kosmitą, który został „zaimplementowany” do ciała jednego z najlepszych matematyków na świecie, człowieka który właśnie udowodnił jeden z problemów milenijnych (Jeśli nie wiecie co to, to zgooglajcie – to naprawdę ciekawa sprawa. Tak, teraz. Tak, nawet jeśli uważacie się za humanistów, których matematyka nie interesuje i nigdy jej nie zrozumieją.), ale ponieważ ludzie nie są gotowi, żeby sprostać rozwojowi, który byłby konsekwencją tego odkrycia, celem naszego głównego bohatera jest je zniszczyć.

Niestety (i tu widzę pewną słabość książki – jedyną, choć dla niektórych bardzo znaczącą) nasz kosmita nie jest stuprocentowo przygotowany do wylądowania na Ziemi, w dodatku w ludzkim ciele. Wielu rzeczy nie rozumie. Już na miejscu próbuje się uczyć języka, próbuje zrozumieć panujące reguły społeczne. Przeszkadza mu noszenie ubrania, nie rozumie jak można jeść niektóre rzeczy, próbuje dogadać się z żoną i nastoletnim synem (z problemami), zrozumieć jak to jest mieć szefa i przyjaciół, o co chodzi w oglądaniu piłki nożnej i wiadomości, jak można spacerować w deszczu…

Fabuła jest oczywiście ciekawa – śledzenie decyzji podejmowanych przez naszego bohatera i zastanawianie się czy i w jaki sposób uda mu się wypełnić powierzoną mu misję może nas zajmować. Tak naprawdę jest to jednak tylko i wyłącznie pretekst do ukazania tego, co najciekawsze, czyli spostrzeżeń i przemyśleń naszego bohatera (który jednocześnie jest narratorem). Są one porozrzucane po całej książce (a właściwie głównie z nich się ona składa) i dotyczą właściwie wszystkiego – od tego jak traktujemy krowy, przez to która część ludzkiego ciała jest najbrzydsza (nos, jeśli jesteście zainteresowani), po rozważania dotyczące poezji, muzyki i miłości. Dopiero pod tym kątem możemy w pełni docenić potencjał takiej fabuły pod kątem osoby  trawionej przez lęk przed interakcjami z innymi ludźmi – przecież wiele „oczywistych” zasad, których na co dzień przestrzegamy w takich kontaktach, jest zwyczajnie absurdalnych, jeśli się nad nimi głębiej zastanowić. Tak samo jak wiele przekonań (często sprzecznych ze sobą), które żywimy na różne tematy. Nie wspominając o tym, że logiki w naszych działaniach nie ma za grosz…

Jedną z najlepszych części książki jest z związku z tym słowniczek, który pojawia się na końcu. Doskonale zbiera absurdalne definicje, które okazują się zaskakująco trafne kiedy przyjdzie co do czego. Polecam zwłaszcza te dotyczące Ekonomii i Szekspira.

Książka jest zabawna – to jedna z jej największych zalet. Chociaż pod tym absurdem i żartobliwością, kryją się (często niezbyt głęboko) okazje do zastanowienia się nad sobą samym i kondycją ludzkości. Nie wiem jak książka byłaby odebrana przez kogoś cierpiącego na fobię społeczną, jak bardzo byłby w stanie utożsamić się z bohaterem i jego przemyśleniami, czy mogłaby pomóc w powrocie do „normalnego” (cokolwiek to znaczy) funkcjonowania (bo taki był pośredni zamysł autora). Wiem natomiast, że każdemu z nas przyda się refleksja nad własnym odbieraniem rzeczywistości – głównie tej społecznej, choć nie tylko. I do tego celu książkę jak najbardziej polecam. A przy okazji świetnie się przy niej bawiłam.

2 thoughts on “Przewodnik dla kosmitów, czy… dla nas?

    1. Hm, zależy jaką masz tolerancję na pewne nieścisłości.
      Mnie się bardzo podobała, ale znam takich, których to strasznie irytowało i odbierało im radość z czytania. Na pewno warto jej dać szansę. A w ostateczności przeczytać sam słowniczek. :D

Leave your comment