Kawałek chaosu: Podsumowanie 2017

Jestem chyba ostatnią osobą publikującą podsumowanie roku 2017, ale – jak to mówią – lepiej późno niż wcale. Każdego, kto chce się dowiedzieć (albo sobie przypomnieć), co działo się u mnie, zwłaszcza okołokulturalnie i okołoblogowo – zapraszam!

Czytanie

W roku 2017 udało mi się przeczytać dokładnie 52 tytuły, z czego 8 to były książki psychologiczne (mało, ale lepiej niż ostatnio – do popracowania). Przeczytałam 4 komiksy lub serie komiksowe, posłuchałam 3 słuchowisk lub audiobooków, a 12 tytułów poznałam w języku angielskim.

W ciągu całego roku zapoznałam się z treścią 16 872 stron, co daje 1 406 stron na miesiąc oraz 324,5 strony tygodniowo i 42,2 strony dziennie. Nieźle.

Oglądanie

Pooglądałam ok. 35 nowych filmów, ok. 10 nowych seriali. Nigdy nie jestem się w stanie tego doliczyć. O ile filmy staram się zapisywać, to do seriali mam kalendarz odcinkowy i tytuły pooglądane w całości gubią mi się dokumentnie. Znów poległam spektakularnie na wyzwaniu filmowym, więc może po prostu przestanę się oszukiwać i nie będę ich sobie stawiać?

Jeśli chodzi o odkrycia i zachwyty, to niewątpliwie filmowo należy do nich Thor 3 i Twój Vincent (na

który to film zresztą bardzo czekałam i zupełnie się nie zawiodłam) oraz Logan, który był tak inny, a jednocześnie dokładnie taki jak być powinien. Serialowo odkryłam Smash i zakochałam się w bohaterach i piosenkach do tego stopnia, że jestem w stanie przymknąć oko na dziury fabularne, co w moim przypadku jest osiągnięciem. Oczywiście nagrodę roku za całokształt wygrywa Legion. Ale kto śledzi moje wpisy to zapewne jest to dla niego oczywiste. Na wspomnienie zasługują też Artyści – serial zrobiony przez TVP wg modelu brytyjskiego (zatrudnijmy dużo utalentowanych ludzi, którzy na co dzień pracują w teatrze) i sugerujący, że moglibyśmy mieć ten sam poziom w telewizji, gdyby to była częstsza praktyka.

Blog i media społecznościowe

Udało mi się w tym roku opublikować 12 wpisów (średnio jeden na miesiąc, myślałam, że było gorzej!).
Najpopularniejszym tegorocznym wpisem był ten, w którym bronię ostatniego odcinka z 4. sezonu Sherlocka, choć sądzę, że zawdzięczam to Sherlockowi właśnie, a nie kontrowersyjnej opinii – najlepiej czytającym się wpisem w tym roku po raz kolejny był ten o psychopatii Sherlocka. Na dalszych miejscach znalazły się wpisy dotyczące tego gdzie leży Wakanda (yay, Black Panther się zbliża, wiecie?) i bajki W głowie się nie mieści.

W miarę funkcjonował Facebook i Instagram (gdzie są głównie pocztówkowe widoczki z moich licznych wyjazdów tam i z powrotem), trochę gorzej funkcjonował Twitter. Będę się chciała tą częścią na pewno zająć bardziej na poważnie w rozpoczynającym się roku.

Wyjazdy, wyjazdy…

Zwłaszcza dwa wyjazdy są dla mnie ważne i warto o nich wspomnieć. Po pierwsze miesięczny pobyt w Tanzanii, który jest spełnieniem jednego z większych marzeń, a o którym więcej można poczytać na blogu projektu.

Drugą rzeczą, o której warto wspomnieć jest wycieczka do Londynu i spełnienie kolejnego marzenia, czyli zobaczenie na żywo na teatralnej scenie Davida Tennanta (a także – co było miłym dodatkiem – zdobycie autografu). A przy okazji udało nam się pojechać do Cardiff i wpaść przed zamknięciem do Doctor Who Experience i zajrzeć do TARDIS Dwunastego Doktora.

Jeśli zaś chodzi o konwenty, to zwiedziłam m.in. SerialCon, Whomanikon. Warsaw Comic-Con, Pyrkon, Smokon i Copernicon (uff… chyba o niczym nie zapomniałam…) i – poza zwyczajowymi prelekcjami – udało mi się po raz pierwszy uczestniczyć w dyskusji panelowej, poprowadzić prelekcję po angielsku oraz zorganizować SpeedMeeting.

A tak przy okazji wyjazdów i wspomnienia o Tennancie, to odkryłam jego młodszą, polską wersję. Kto nie zna jeszcze Krzysztofa Szczepaniaka, to polecam nadrobić to jak najszybciej! A na scenie jest jeszcze lepiej.

Teraz plany na 2018…

Zgodnie z tym, co napisałam wyżej, na pewno chciałabym się zająć bardziej regularnym pisaniem – także po angielsku. Pewnie pójdzie też za tym więcej mediów społecznościowych. Kiedyś pytałam Was też o podcast, więc planuję się zająć też nim.

Plan obejmuje też – standardowo – przeczytanie 52 książek rocznie, w tym co najmniej 12 książek psychologicznych.

To teraz mogę już na spokojnie i oficjalnie rozpocząć nowy rok, prawda?

 

Leave your comment