Dla dzieciaków(?): Zagraj to jeszcze raz, Sknerusie! (Kacze Opowieści – kreskówka)

Dzisiaj chciałabym polecić wam kolejną kreskówkę. Tak wiem. O czym mowa? O nowej wersji “Kaczych opowieści”, o której zapewne już słyszeliście, ale jeśli jeszcze nie oglądacie, to chcę Was do tego zachęcić.

Po raz pierwszy dowiedziałam się o tym, że remake będzie tworzony głównie ze względu na obsadę i nie ukrywam, że już w tym momencie się nią zainteresowałam. Ale później (zanim rozpoczęła się emisja nowej wersji) zaczęłam sobie przypominać starą wersję (anglojęzyczną), żeby ją sobie przypomnieć, a nie bazować w ocenie tylko na radosnych wspomnieniach z dzieciństwa. Im dłużej oglądałam, tym bardziej byłam pełna obaw, czy i w jaki sposób uda się twórcom przełożyć na współczesność to, jak ta kreskówka wyglądała. Miała ona bowiem (pamiętacie to pewnie, jeśli ją oglądaliście) bardzo specyficzny klimat, który – złapałam to dopiero teraz – by bardzo osadzony w tamtejszych realiach, a konkretnie odwoływał się do rzeczy, które wtedy były na topie, były ważne, ciekawe i popularne dla ludzi, jak na przykład właściwie nieustające odniesienia do filmów przygodowych typu Indiana Jones. Bałam się też trochę jak zostaną potraktowano postaci, bo często w tej starej wersji pewne rzeczy, których nie zauważałam jako dziecko, teraz mnie zaczynały denerwować…

Tutaj jednak dochodzimy do sedna i odpowiedzi na to, dlaczego w ogóle zamierzam o tym reboocie pisać, bo wszystko wyszło świetnie i już pierwszy odcinek rozwiał obawy, które miałam.

Jeżeli w jakikolwiek sposób boicie się że nowa wersja “zniszczy” Wam tą starą albo nałoży się na wspomnienia z dzieciństwa; jeśli nie podoba wam się, że kreska wygląda zupełnie inaczej… to przestańcie się bać.

To jest doskonała doskonała bajka na co najmniej kilku poziomach, a w dodatku jest zupełnie inna od tej starej, więc w żaden sposób się nie nałoży na wspomnienia, które macie (to może być też pewien argument dla tych, którzy wersji oryginalnej nie lubią, ale… bądźmy szczerzy – są w ogóle takie osoby?).

Pierwszy poziom, na którym bajka jest świetna, to (cóż za zaskoczenie!) poziom bajki dla dzieci. Jest naprawdę fajnie przełożona na współczesność, postaci są super i mam wrażenie, że dzieciaki naprawdę dobrze będą się przy niej bawić (chwilowo nie mam pod ręką nikogo w tym targecie wiekowym, żeby sprawdzić na żywo).

Drugi poziom to bajka dla dorosłych. Każda bajka może mieć dowcipy, które będą w pełni zrozumiałe dopiero dla dorosłych – będą się odwoływać do schematów i klisz z “dorosłych” filmów (np. Bonda czy Mission Impossible, które niekoniecznie jest filmami, które będą znać wszystkie dzieciaki w wieku “kreskówkowym”).

Trzeci poziom to mrugnięcia skierowane do osób, które znają oryginalną kreskówkę – zmiany bohaterów; fakt, że Donalda dalej nie da się zrozumieć (w jakimkolwiek języku by nie mówił) i że dialogi są tak zbudowane, że właściwie nie jest to potrzebne; nierozróżnialni w oryginale siostrzeńcy, którzy tutaj nagle dostają własne, osobne charaktery (ale dalej nie zawsze prowadzi to do zapamiętania ich imion – ja ciągle rozróżniam ich po kolorach…); Tasia i to jak zupełnie inną nagle jest bohaterką (dziewczyny górą!, a przy okazji – to taki żywy dowód na to, jak bardzo nam się zmieniło pokazywanie dziewczynek przez ostatnie 20 lat i że nagle bycie superbohaterką jest świetną sprawą i nikt nie ma z tym problemu).

Czwarty poziom to natomiast dowcipy wewnętrzne, związane z aktorami. To że David Tennant dostał spot promocyjny związany z podróżami w czasie; to, że Magiką została Catherine Tate (czekam na odcinek, w którym Magika będzie się kłócić ze Sknerusem, im to tak doskonale wychodzi!); to, że jednym z wynalazców został Lin Manuel Miranda, który potrafi wyrzucać z siebie takie ilości słów na minutę, że ktoś, kto próbuje to powtórzyć musi to długo ćwiczyć (przeklinając przy tym jego geniusz z coraz większym podziwem)… Można by zapewne znaleźć jeszcze całkiem sporo innych takich elementów.

I na koniec jeszcze ciekawostka – tak przyzwyczaiłam się do tych postaci w dzieciństwie, że odnoszę się do nich w myślach po polsku. Poza Tasią, która w tej wersji już zdecydowanie zostanie Webby. No i poza piosenką otwierającą, którą też mam wdrukowaną do mózgu po polsku.

Podsumowując – polecam zdecydowanie nadrobić poprzednie odcinki, bo już w niedzielę następny.

Przestaniecie zauważać dziwną kreskę szybciej niż sądzicie, postaci i fabuła wciągną Was równie mocno jak kiedy byliście dziećmi (a jeśli nie oglądaliście tej bajki w dzieciństwie, to sprawdzicie jak to jest), będzie podobna do tego co pamiętacie, ale jednocześnie nie będzie dokładnie tym samym, a poza tym będziecie mieli świetną, przygodową historię i bohaterów, których można polubić od pierwszego wejrzenia i – jak się wydaje – porządną fabułą rozłożoną na cały sezon.

A więc dzioby w górę, zgodnym chórem… KACZKI! U-uu!

Leave your comment